Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Ostatnio pisałam o lecie, a dzisiaj za oknem późna jesień. Większość ogląda się za ciepłym kątem, wygodnym fotelem i wciągającą książką (przynajmniej „piecuchy” podobne do mnie smile

Nastał czas krótkich dni i długich wieczorów – niewiele słońca, zimno, wietrznie i sporo deszczu, a na dodatek „wyłysiały” las za oknem. Melancholia czai się w kącie więc nic dziwnego, że zazwyczaj o tej porze roku wracam do aromato i zapachoterapii. Ale o tym za chwilę, najpierw trochę nowin smile

Wprawdzie rzadko piszę, ale to nie znaczy, że w mojej mydlarni nic się nie dzieje!

Poza rutynowymi zajęciami jak „stare” produkty i obsługa sklepiku, ostatnio udało mi się sprawdzić kilka "nowych" pomysłów, które czasami  czekają na swoją kolej już od kilku lat!

Przede wszystkim, ku mojej radości udało mi się w końcu rozwiązać kwestię prania. Nie jest to wprawdzie mój pomysł i nie ma  przełożenia na ofertę mydlarni, ale sprawiło mi sporą frajdę i chcę się z Wami podzielić laughing

Nie lubię prania ręcznego i brak czasu nie ma tu nic do rzeczy. „Od zawsze” korzystam z pralki automatycznej. Niestety mam problemy z komercyjnymi środkami do prania – od czasu do czasu koszmarnie podrażniają mi skórę.

Nie ma reguły czy są to specyfiki  z dolnej czy górnej półki, proszki czy płyny, także tzw. „hiperalergiczne” (cokolwiek to znaczy), dla dorosłych czy dzieci od ”pierwszego dnia życia”. Wielokrotny cykl płukania także nic nie daje.

Znienacka, powierzchnia skóry, którą dotyka ubranie staje się wrażliwa, zaczerwieniona, miejscowo pojawia się wysypka i koszmarna swędzonka.

Jedyne co w takich sytuacjach działało to pranie ubrań mydłem naturalnym. Mydeł mam pod dostatkiem, ale większość z nich, na czele z mydłem kokosowym do prania bardzo silnie się pieni. Za bardzo aby nadawały się do pralki automatycznej. Wielokrotnie postanawiałam, że „...w wolnej chwili poszukam rozwiązania...”, ale jakoś nic z tego nie wychodziło.

W końcu okazało się, że Mądrzy i Dobrzy Ludzie wink już  sobie z tym poradzili  i co więcej podzielili się swoimi pomysłami w sieci!  Rozwiązanie okazało bardzo proste (genialne pomysły takie zazwyczaj są), a jego podstawą jest mydło potasowe z oleju rzepakowego, które prawie w ogóle się nie pieni choć  oczyszcza doskonale.

DZIĘKUJĘ SERDECZNIE Hajduczkowi z  www.hajduczeknaturalnie.pl/ za przepis na płyn piorący i mnóstwo innych ciekawych informacji. 

Płyn stosuję od kilku miesięcy i jestem bardzo zadowolona. Pranie (oczywiście w pralce automatycznej) jest miększe niż w przypadku proszków do prania, praktycznie nie pachnie. Dodatkowe atuty to ekologia i cena.

Lubię robić mydła potasowe, więc  przygotowuję je sama, ale zainteresowani mogą zakupić komplet składników w sklepie autorki przepisu (przepis gratis wink). Jedyne co trzeba zrobić to dodać wody i wszystko wymieszać.

Przy okazji - być może zainteresuje Was jeszcze jedno zastosowanie płynu do prania – moje osobiste doświadczenie.

Metalowe filtry w okapach kuchennych wyłapują tłusty osad, który normalnie strasznie trudno jest oczyścić. Dodatkowym  utrudnieniem jest fakt, że są najczęściej zrobione z aluminium co uniemożliwia użycie np. silnie odtłuszczającego ługu. Sama wypróbowałam wiele komercyjnych środków od stężonego płynu do mycia naczyń, po specjalistyczne chemikalia. Masakra! Zazwyczaj w trakcie czyszczenia zastanawiałam się czy nie prościej byłoby kupić nowy okap undecided Najgorsza praca kuchenna.

Gdy okazało się, że płyn do prania doskonale sprawdza się w pralce automatycznej, rozochocona zabrałam się także za inne prace domowe :

  • mycie wanny (akrylowa) – super, ale ostatecznie pasta z mydła i sody jest efektywniejsza,
  • czyszczenie szafek kuchennych – idealnie, zwłaszcza tłusty osad na wierzchu szafek wiszących „sam schodzi”. Pasta też działa, ale wymaga trochę więcej wysiłku przy spłukiwaniu. 

W końcu poszłam na całość i zabrałam się za najgorsze z najgorszych czyli filtry z okapu. Szczerze mówiąc nie liczyłam na wiele, ale okazało się, że po moczeniu przez kilka minut w roztworze płynu do prania wszystkie, nawet bardzo stare, osady „same schodzą”.  To co pozostanie wystarczy lekko przetrzeć niezbyt twardą szczotką. Sama przyjemność. Filtry jak nowe. Nie sądziłam, że to w ogóle  możliwe. 

cdn  

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież